Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem kamery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okiem kamery. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lutego 2015

Biznes potrzebuje humanistów


Piotr Voelkel . Prezes grupy kapitalowej " Vox "
Piotr Voelkel . Prezes grupy kapitalowej " Vox " Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Zagraniczne firmy potrafią tworzyć własne marki i projektować produkty, bo rozumieją wagę humanistyki. Jeśli będziemy skupiać się na tym, że jesteśmy dobrym podwykonawcą dla zagranicznych firm zawsze miernie zarabiającymi parobkami w Europie - mówi Piotr Voelkel, prezes grupy kapitałowej VOX i Human Touch Group.

Katarzyna Zachariasz: Gospodarka potrzebuje humanistów?

Piotr Voelkel, Human Touch Group: Bardzo

Dlaczego?

Patrząc na doświadczenia krajów rozwiniętych, widać wyraźnie, że coraz istotniejsze od pytań "co produkujemy" i „jak to zrobić” jest pytanie: "po co to robimy". Jeśli próbujemy zgłębić ludzkie potrzeby, wtedy możemy produkować rzeczy unikalne. Na tym zarabia się więcej, niż w przypadku gdy jesteśmy tylko podwykonawcą cudzych idei. Dlatego humaniści ze swoją wiedzą i znajomością człowieka mogą być przyczyną, dla której firmy produkcyjne i usługowe będą umiały kreować nowe produkty i zarabiać więcej pieniędzy.

A nie jak firmy będą wdrażały kolejne wynalazki?

W Polsce panuje przekonanie, że eksport i siła gospodarki zależą od tego, jakich używamy technologii. Jest ogromna koncentracja na tym, żeby rozwijać się technologicznie. Myślimy i zachowujemy się jak kraj, który zakłada, że nigdy nie będzie miał własnej marki i produktów. W efekcie doskonalimy technologie, żeby być lepszym podwykonawcą. Ta obsesja jest zgubna. Powoduje, że mało jest przypadków, gdy polskie firmy mają produkty, które zadziwiają świat.

W teorii to brzmi pięknie - humaniści podsuwają przedsiębiorcom co mają robić. Ale w praktyce?

W moich firmach pracę zaczynamy od rozpoznania ludzkich potrzeb. Zlecamy prace antropologiczne, czytamy wyniki badań psychologów, skupiamy się na konkretnej grupie użytkowników.

A gdyby tak humaniści ogłosili strajk generalny? W sieci kpiny: “Przestaną podawać frytki w McDonaldzie czy jak?”






Humaniści, tak jak rolniczy czy górnicy, szykują się do strajku.
Humaniści, tak jak rolniczy czy górnicy, szykują się do strajku. Fot. Kamil Gozdan / AG
Protest naukowców z humanistycznych wydziałów ginie w tle blokad rolników i manifestacji górników. Często jest wręcz wyśmiewany, bo "jaką siłę mogą mieć humaniści, skoro duża część pracuje w sklepach albo podaje posiłki w fast foodach"? Być może jednak już wkrótce to się zmieni, bo organizatorzy akcji ostrzegają przed "eskalacją", w której pomoc zadeklarowały... związki zawodowe.

Ponad głowami środowiska
Reprezentanci 70 humanistycznych wydziałów i instytutów z 16 uczelni z całego kraju kilka dni temu spotkali się na Kongresie Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej. Do mediów informacja o tym wydarzeniu się nie przebiła, choć nastroje wśród humanistów - tak jak u górników, rolników czy pocztowców - są rewolucyjne. Z kongresu popłynął przekaz, że cierpliwość naukowców powoli się kończy, tak jak czas na rozmowy z ministerstwem, które konsekwentnie ignoruje postulaty środowiska.

O co w nich chodzi? Podstawowa sprawa to zmiana algorytmu naliczania dotacji finansującej działalność uczelni. Teraz decyduje liczebność studentów, co w dobie kryzysu demograficznego dla wielu jednostek może okazać się zabójcze. Humaniści chcą to zmienić – tak, by liczyła się liczba grup, a nie studentów, co ma być gwarancją przetrwania humanistycznych kierunków. Poza tym postulowana jest też m.in. zmiana sposobu przyznawania grantów dla młodych naukowców, bo zdaniem organizatorów protestu faworyzuje on nauki techniczne.

– Dotychczasowa reakcja ministerstwa jest rozczarowująca. Ministerstwo nie ma pojęcia o czymś takim jak dialog społeczny, z arogancją odnosi się do poważnej części środowiska naukowego. Jesteśmy demokracją. Nie można zarządzać nauką ponad głowami środowiska – mówi w rozmowie z naTemat Aleksander Temkin, jeden z liderów ruchu, doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.

środa, 4 lutego 2015

Tess Munster czyli piękno w rozmiarze XXL

Mówili jej, że jest za duża. Nawet jak na plus size. A teraz docenił ją "Vogue" i piszą o niej media na całym świecie 

Wzór dla kobiet
Screen z Facebook.com/TessMunster/

Gdy jedna z bardziej uznanych agencji modelek (MiLK) podpisała z nią kontrakt, reakcja Tess Munster (od niedawna Tess Holliday) była wpierw wyważona. Fanom na Facebooku napisała, że to "kamień milowy" w jej karierze. Potem, na Instagramie, zrobiła się bardziej emocjonalna.
Jeszcze jestem w szoku. Mój sukces pokazuje, że zmiany nadeszły i już zostają. Więc p***ę wasze standardy piękna!
Owe standardy, nawet dla modelek plus size, są odmienne od wymiarów Tess. Zwykle za XXL uznaje się dziewczyny mające od 172 cm wzrostu i rozmiary w granicach 40-46. Tess nosi 54, mierzy 165 cm i waży 120 kg. W jej  nowej agencji nie ma modelki o większych wymiarach. Anna Shillinglaw, właścicielka MiLK Model, tłumaczy decyzję o zatrudnieniu Munster:
Jest wzorem dla wielu kobiet. Udowadnia, że nawet, gdy nosi się duży rozmiar można dobrze wyglądać. A że jest krytykowana? Wszyscy jesteśmy inaczej zbudowani. Każdy ma swoją historię.
Karierę Tess śledzi 640 tys. ludzi na Facebooku i ponad 350 tys. na Instagramie.

Tess Munster
Screen z Facebook.com/TessMunster/

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Okrucieństwo wobec zwierząt w filmach przyrodniczych



Okrucieństwo wobec zwierząt w filmach przyrodniczych. Anakonda i Discovery to jeszcze nic 


Urszula Schwarzenberg-Czerny

 2 miesiące temu 17 W serii MTV "Wildboyz" przebierali się za banany i chodzili wśród dzikich goryli W serii MTV "Wildboyz" przebierali się za banany i chodzili wśród dzikich goryli • mat.promocyjny Twórcy programów przyrodniczych strzelają do karibu, prowokują ukąszenia skorpionów, zabierają lwom młode. Zabijają i męczą zwierzęta, żeby tylko to sfilmować. Oglądalność jest wysoka, więc wątek edukacyjny i etyczny przestał być praktycznie brany pod uwagę. – Mówię wprost: mam to szczęście, że pracuję w National Geographic, a nie w Discovery. Za niestosowanie się do zasad etyki w National Geographic traci się pracę – komentuje zjawisko Martyna Wojciechowska, naczelna polskiego wydania pisma. (Nie)zjedzony żywcem Widzów na całym świecie rozzłościł program Discovery Channel "Eaten alive" ["Zjedzony żywcem" - red.]. Cykl promowała zapowiedź, że przed kamerami dorosły mężczyzna w ochronnym kombinezonie da się pożreć żywcem anakondzie. – To naprawdę straszny sposób podwyższania oglądalności. Jeżeli uda się nie dopuścić do emisji, jest nadzieja, że w 2015 nie będą próbować z czymś w rodzaju "Współczesny Jonasz: Połknięty w jednym kawałku przez wieloryba" – grzmiał internauta. Ostatecznie z pomysłu nic nie wyszło. Mężczyzna po kilku chwilach zaczął wzywać pomocy i ekipa musiała go ratować. Za to inne anakondy były w tym samym proramie prowokowane, skakano po nich i uderzano w nie kijem. – Filmowałam anakondę zieloną w jej naturalnym środowisku, wiem jaka jest silna. Ta, którą widziałam, mierzyła 5,5 metra i ważyła 110 kilogramów. Nie mam pojęcia, czego w "Eaten Alive" próbowali dowieść – mówi Wojciechowska. Twórcy programu bronili się, że przecież zawarli w "Eaten Alive" też wątek pomocy dla zagrożonego gatunku.