Fabryka celulozy w Niedomicach.
Fabryka celulozy w Niedomicach. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Inwestycje przemysłowe na niespotykaną wcześniej skalę, tysiące nowych miejsc pracy, zwiększenie potencjału obronnego - tego wszystkiego chciał wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, twórca tzw. planu czteroletniego, obejmującego lata 1936-1940. Na jego wniosek, dokładnie 78 lat temu, zdecydowano o budowie enklawy nowoczesności w widłach Wisły i Sanu - Centralnego Okręgu Przemysłowego. Polska miała iść z duchem czasu. I poszłaby, gdyby nie katastrofa 1939 roku...

Trzy lata wcześniej świat wciąż wychodził z kryzysu gospodarczego. Za zachodnią granicą rządził już Hitler, a Polskę i nazistowskie Niemcy łączył pakt o niestosowaniu wzajemnej przemocy. Wcześniej podobny podpisano ze Związkiem Sowieckim. Niby czekała nas spokojna przyszłość. Ale kwestia obronności ciągle była nad Wisłą palącym problemem. Druga połowa lat 30. to czas intensywnych zbrojeń państw ościennych. Ale i Polska zamierzała intensywnie rozbudować własny potencjał wojskowy. Ambicje były spore.
Nie chodziło jednak tylko o bezpieczeństwo militarne. Polska lat 30. cierpiała bowiem na bezrobocie, szczególnie pod tym względem od reszty kraju odstawał ubogi region Galicji. Istniały tam spore nadwyżki siły roboczej. Taniej siły. Ponadto władze zamierzały wykorzystać potencjał surowcowy ziem polskich - chodziło m.in. o rudy żelaza, złoża kamienia, wapieni, a ponadto fosforyty, dolomity czy gliny ceramiczne.

Do tego bliskość pokładów węgla w okręgu śląskim oraz możliwość wykorzystania ogromnych złóż gazu ziemnego, który odkryto wcześniej w Daszawie w województwie stanisławowskim (obecnie na Ukrainie). Powstało tam zagłębie gazowe, którym zarządzała Spółka Akcyjna "Gazolina" z siedzibą we Lwowie.