Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 lipca 2015
poniedziałek, 9 lutego 2015
Pomyśl o bezdomnych zwierzętach zimą
Dla nas to piękny czas, padający śnieg, sanki, święta
pachnące choinką, chrupiący mróz za oknem i uciecha z lepienia bałwana.
Nie dla wszystkich jednak jest to szczęśliwa pora. Nadchodzą
najtrudniejsze czasy dla bezdomnych zwierząt, bo bezdomność nie dotyczy
tylko ludzi. Nie wszystkie koty mogą wygrzewać się na kaloryferach.
Mrozy i śnieg powodują, że wiele z nich nie dotrwa do wiosny, bardzo
często też przyczyniają się do tego ludzie, przez swoją bezmyślność i
brak reakcji na krzywdę zwierzaków. Co można zrobić?

Większość kociarzy czy psiarzy znajduje swoich
podopiecznych na ulicach. Zbierają ich z ulic, leczą, karmią a potem
szukają domów. Czy tylko im kociaki wyskakują z krzaków pod nogi? Czy
nikt poza nimi ich nie widzi? Zastanawiałam się nad tym często, jak sama
znajdowałam jakieś schorowane kociaki, co się działo z nimi, zanim
trafiały do mojego domu?
Beata Tobiasz wraz z mężem Radosławem z Chrzanowa należą do tego typu ludzi, którzy widzą zwierzęta potrzebujące pomocy. Nie przechodzą obojętnie koło chorego kota czy psa, zgarniają go do domu lub jadą z nim do weterynarza. W ten sposób dorobili się trzydziestu kotów i równie pokaźnego stada psów. Takich osób jest na świecie wiele. Nie rzucają się jednak w oczy i nie proszą o 1% podatku. Najczęściej z własnych pieniędzy finansują karmy i leczenie. Dobrze, gdy mają zaprzyjaźnionego weterynarza, który da im rabat.

Marta Konopko z Grajewa to kolejna dobra dusza, która potrafi zawalczyć o zwierzaki. Tak jak to jest z większością karmicielek, jej dom też jest pełny zwierząt, z czego część jest domownikami, część na leczeniu, albo czeka na adopcję. Marta ma wielką klatkę w piwnicy, w której mieści się legowisko, kuweta, tam odbywa się kwarantanna. Gdy sytuacja sanitarna jest opanowana, mieszkaniec klatki razem z nią może przejść piętro wyżej, gdzie już ma okazję zetknąć się z resztą stada. Po znalezieniu mu domu, klatka będzie czekała na następne futrzate nieszczęście.
Skąd w nich tyle współczucia i empatii?
Beata Tobiasz wraz z mężem Radosławem z Chrzanowa należą do tego typu ludzi, którzy widzą zwierzęta potrzebujące pomocy. Nie przechodzą obojętnie koło chorego kota czy psa, zgarniają go do domu lub jadą z nim do weterynarza. W ten sposób dorobili się trzydziestu kotów i równie pokaźnego stada psów. Takich osób jest na świecie wiele. Nie rzucają się jednak w oczy i nie proszą o 1% podatku. Najczęściej z własnych pieniędzy finansują karmy i leczenie. Dobrze, gdy mają zaprzyjaźnionego weterynarza, który da im rabat.
Marta Konopko z Grajewa to kolejna dobra dusza, która potrafi zawalczyć o zwierzaki. Tak jak to jest z większością karmicielek, jej dom też jest pełny zwierząt, z czego część jest domownikami, część na leczeniu, albo czeka na adopcję. Marta ma wielką klatkę w piwnicy, w której mieści się legowisko, kuweta, tam odbywa się kwarantanna. Gdy sytuacja sanitarna jest opanowana, mieszkaniec klatki razem z nią może przejść piętro wyżej, gdzie już ma okazję zetknąć się z resztą stada. Po znalezieniu mu domu, klatka będzie czekała na następne futrzate nieszczęście.
Skąd w nich tyle współczucia i empatii?
wtorek, 3 lutego 2015
1% czyli jak można pomóc nie wychodząc z domu
Z pewnością wielu z Was korzysta już od jakiegoś czasu z możliwości odpisania 1% swojego podatku jakiejś fundacji czy instytucji. Post ten kieruję nie do tych, którzy już wiedzą komu w ten sposób pomóc, lecz do tej grupy podatników, która chciałaby wesprzeć swoim procentem ale jeszcze nie wie kogo.
Bardzo wiele jest fundacji czy prywatnych inicjatyw, zdobywających fundusze od sponsorów z Polski czy zza granicy, pomagających dzieciom chorym, potrzebującym rehabilitacji czy kosztownej operacji. Niestety nie mówi się w mediach wiele o tym, że można pomagać nie tylko ludziom ale i zwierzętom. Przypominanie o tym jest o tyle konieczne, że zwierzęta same nie mając głosu, nie upomną się o swoje prawa i nie przypomną nam o swojej ciężkiej i niesprawiedliwej doli w schroniskach czy przy osiedlowych śmietnikach. Chciałabym się w tym momencie wstawić za tymi, którzy sami nie powiedzą o tym, jak bardzo jest im potrzebne finansowe wsparcie.
Jeżeli nie wiedzą Państwo jeszcze na jaką instytucję przeznaczyć swój cenny 1% to proponuję zapoznać się z plakatem Katowickiego Domu Tymczasowego Fundacji Viva!, która zajmuje się poprawą losu i niejednokrotnie ratowaniem życia tych najmniejszych, niezależnie od gatunku. Katowicki Dom Tymczasowy jest masakrycznie przepełniony a podopiecznych niestety przybywa. Wesprzyjmy Ich tak jak możemy, odciążając wolontariuszki na przykład od kosztów sterylizacji bezdomnych zwierząt czy leczenia zwierząt chorych, zabranych ze schroniska, gdzie nie przeżyłyby.
Pomóżmy w prosty sposób tym, którzy o tę pomoc nie są w stanie sami nas poprosić a przecież tak bardzo jej potrzebują.
Diana Bilska
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Okrucieństwo wobec zwierząt w filmach przyrodniczych
Okrucieństwo wobec zwierząt w filmach przyrodniczych. Anakonda i Discovery to jeszcze nic
Urszula Schwarzenberg-Czerny
2 miesiące temu
17
W serii MTV "Wildboyz" przebierali się za banany i chodzili wśród dzikich goryli
W serii MTV "Wildboyz" przebierali się za banany i chodzili wśród dzikich goryli • mat.promocyjny
Twórcy programów przyrodniczych strzelają do karibu, prowokują ukąszenia skorpionów, zabierają lwom młode. Zabijają i męczą zwierzęta, żeby tylko to sfilmować. Oglądalność jest wysoka, więc wątek edukacyjny i etyczny przestał być praktycznie brany pod uwagę.
– Mówię wprost: mam to szczęście, że pracuję w National Geographic, a nie w Discovery. Za niestosowanie się do zasad etyki w National Geographic traci się pracę – komentuje zjawisko Martyna Wojciechowska, naczelna polskiego wydania pisma.
(Nie)zjedzony żywcem
Widzów na całym świecie rozzłościł program Discovery Channel "Eaten alive" ["Zjedzony żywcem" - red.]. Cykl promowała zapowiedź, że przed kamerami dorosły mężczyzna w ochronnym kombinezonie da się pożreć żywcem anakondzie.
– To naprawdę straszny sposób podwyższania oglądalności. Jeżeli uda się nie dopuścić do emisji, jest nadzieja, że w 2015 nie będą próbować z czymś w rodzaju "Współczesny Jonasz: Połknięty w jednym kawałku przez wieloryba" – grzmiał internauta.
Ostatecznie z pomysłu nic nie wyszło. Mężczyzna po kilku chwilach zaczął wzywać pomocy i ekipa musiała go ratować. Za to inne anakondy były w tym samym proramie prowokowane, skakano po nich i uderzano w nie kijem.
– Filmowałam anakondę zieloną w jej naturalnym środowisku, wiem jaka jest silna. Ta, którą widziałam, mierzyła 5,5 metra i ważyła 110 kilogramów. Nie mam pojęcia, czego w "Eaten Alive" próbowali dowieść – mówi Wojciechowska.
Twórcy programu bronili się, że przecież zawarli w "Eaten Alive" też wątek pomocy dla zagrożonego gatunku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
