Pod koniec zeszłego roku zgłosił się do mnie czytelnik, który chciał opowiedzieć o strasznych rzeczach, które dzieją się w pewnym lokalnym radiu. Jakie bezeceństwa miały tam miejsce? Dziennikarze pracowali na umowach śmieciowych, zdarzało się, że po godzinach, wydawca ze studia potrafił niecenzuralnie pospieszyć reportera w terenie.
Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że to nie był żaden temat. Takie warunki pracy to norma, tak naprawdę dzisiaj tematem byłoby napisanie o firmie, w której wszyscy mają umowy o pracę, premie, sympatycznych przełożonych i brak powodów do narzekań.
W mediach co i rusz pojawiają się materiały dotyczące wykorzystywania pracowników. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że czytam jedną i tę samą historię opowiadaną na nowo. Pracownice z drogerii Aelia na Okęciu. Całonocna praca na stojąco, brak pozwolenia na załatwienie potrzeb fizjologicznych, mobbing, zastraszanie. Amazon, szwaczki nazwane przez swoje szefostwo "robactwem".
Empik nie jest pojedynczym przypadkiem, to jest nasza rzeczywistość, niezależnie od tego czy jest się sprzedawcą, pracownikiem fizycznym, dziennikarzem, nauczycielem czy pracownikiem międzynarodowej korporacji. Pracujemy w systemie feudalnym, a bat śmiga nad większością pracujących głów.
Niegrzeczni nie dostają nagrody
Zadałam na Facebooku pytanie, czy ktoś z moich znajomych miał traumatyczne doświadczenia ze swoim pracodawcą. Komentarze posypały się jak szalone, część była lakonicznym potwierdzeniem "miałem"/"miałam". Część uznała, że nawet nie trzeba tego potwierdzać, zapostowali po prostu "o jezu", "o matko". Było też kilkoro takich, którzy wylali swoje żale.
Ok, wiemy już, że praca za darmo i po godzinach jest czymś normalnym i jak najbardziej pożądanym na rynku. Ale dowiaduję się o bardziej wysublimowanych formach dręczenia pracownika. – U nas były jeszcze groźby, że jeśli jakiejś machlojki się nie zatuszuje lub nie wykona polecenia, to chciano pracownikom blokować komputery w ramach szlabanu.Teksty w stylu: "jesteś stara i brzydka i nigdy nigdzie już nikt cię nie zatrudni" były na porządku dziennym. Oczywiście wracała też kwestia popularnych nadgodzin: nie chcesz zostawać na nieodpłatne nadgodziny? Widać że nigdy nigdzie nie pracowałaś.
Dowiaduję się też, że standardem było rozbijanie umów na dwie. Z czasem okazywało się natomiast, że ta druga jest bonusem. Jeśli podpadłeś szefowi, to nie dostawałeś bonusa, proste. Co z tego, że była nim połowa ustalonego wynagrodzenia. Niegrzeczni nie dostają nagrody.